Obraz Władysława Maleckiego

W szydłowieckim ratuszu, w jednej z sal II piętra zmarł w 1900 roku Władysław Aleksander Malecki, jeden z wybitniejszych polskich malarzy realistów. Malecki studiował malarstwo w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych pod kierunkiem Chrystiana Breslauera.

Był wybitnym pejzażystą. Podróżował po Bawarii i Tyrolu, utrwalając tamtejsze widoki w rysunku, akwareli i oleju.  W 1868 został członkiem zwyczajnym monachijskiego Kunstvereinu, a rok później zadebiutował na I Międzynarodowej Wystawie Sztuki w tamtejszym Glaspalast.

Figura Chrystysa na osiołku

Palmowy Jezusek, albo Palmowy Osiołek to drewniana figura Chrystusa na osiołku, wożona na wózku lub wyposażona w kółka  podczas uroczystej procesji w Niedzielę Palmową. Zwyczaj ciągnięcia na procesji figury Jezusa na osiołku znany jest od X wieku, a najstarsze zachowane figury pochodzą z ok.1200 roku. Odtwarzano w ten sposób triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, gdy witany był  rzucanymi pod nogi płaszczami, gałązkami palmy i okrzykami "Hosanna!".

Tradycję podtrzymywano do końca XVIII w. po czym została zakazana przez władze kościelne, gdyż straciła charakter sakralny, stając się bardziej  zwyczajem ludowym, połączonym z  wesołą zabawą. Prowadzanie osiołka było w XVII i XVIII wieku  bardzo popularne w Krakowie. Figurę ciągnęli rajcy miejscy i najznamienitsi mieszkańcy miasta, a  tłum rzucał kwiaty i zielone wierzbowe gałązki pod koła wózka wołając „Hosanna Synowi Dawidowemu, błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie dla ludzkiego zbawienia”.

Marmurowa postać śpiącej kobiety

Mikołaj Radziwiłł, hrabia na Szydłowcu, książę na Kłocku i Ołyce, pułkownik armii Wielkiego Księstwa Litewskiego, kawaler orderów Świętego Huberta, Świętego Stanisława i Orła Białego, zapałał gorącym i wzajemnym uczuciem do pięknej Marii Gawdzickiej, córki kuchmistrza i siostry skromnego szydłowieckiego proboszcza,  Józefa Gawdzickiego. Przeciw ich małżeństwu  protestowała cała rodzina, na czele z matką księcia – księżną Anną Luizą z Mycielskich.

Po wielu staraniach i perypetiach książę dopiął swego i poślubił siostrę proboszcza. Choć nie mieli dzieci, byli dobranym i szczęśliwym małżeństwem. Maria prowadziła w Szydłowcu szeroką działalność charytatywną,  przez co była szanowana i kochana przez mieszkańców.

Na Rynku Wielkim, w sąsiedztwie ratusza , który był kiedyś także siedzibą sądu miejskiego, stoją  dwa pręgierze, przy których wymierzano kary. Pręgierz w północno – wschodniej części rynku to kolumna zwieńczona kulą, ozdobiona z czterech stron maszkaronami, wyposażona w żelazne okowy do przywiązywania skazańców.

Drugi pręgierz, stojący w części południowo – wschodniej, to manierystyczna kolumna zwieńczona metalową galerią i ustawioną na niej  figurą kobiety, symbolizującą pychę. W miejskiej tradycji pręgierz zwany jest "Zośką".  Według kronikarskich zapisów z czasów Radziwiłłowskich, pewien mieszczanin zarzucił żonie nierząd z innym mężczyzną. Kobieta, jak mówi zapis – "w pręgi ma być bita i wygnana nie ma w majętności Jego Książęcej Mości mieszkać".

Na szczęście tak srogie kary nie były regułą. Wystarczyło, że wiarołomną kobietę na  jakiś czas przywiązano do pręgierza i wystawiono na widok mieszkańcom, by się mogli z niej bezkarnie natrząsać. Podobno to pomagało najlepiej.

W czasach kiedy zamek należał do Radziwiłłów, jeden z jego właścicieli miał córkę Elżbietę. Jak na znaczący ród przystało chciał ją wydać za bogato i dobrze urodzonego kandydata. Młoda Radziwiłłówna zakochała się jednak z wzajemnością w miejscowym, ubogim szlachcicu. Ojciec kategorycznie zabronił spotykać się obojgu i powiedział, że jego córka nie wyjdzie za byle jakiego szlachetkę. Młody mężczyzna nie mógł znieść rozłąki i myśli, że nie będzie mógł być z osobą, którą kocha. Udał się więc do miejscowego czarta i podpisał z nim pakt, byleby tylko ten wyprowadził jakoś z zamku Elżbietę. Czart wyprowadził więc szlachciankę zapomnianym tunelem z Szydłowca, jednak po drodze Radziwiłłówna śmiertelnie przeraziła się nadlatujących nietoperzy i nigdy nie dotarła do kościoła. Nikt już więcej nie spotkał dziewczyny, a młody szlachcic przeklął czarta zarzucając mu zdradę. I tak diabeł skalisty od czasu do czasu pojawia się na zamku opowiadając napotkanym na drodze osobom, że nie złamał umowy. Jednak od wieków nikt nie chce mu uwierzyć, a biedny czart nie zazna spokoju póki nie zjawi się ktoś, kto uwierzy w jego słowa.